Ziuta

Ziuta

Moja Ziuta to był bardzo mądry jamniczek. Pamiętam dzień, w którym przywieźliśmy ją do domu… Miała zaledwie sześć
tygodni i pochodziła z Otwocka, od przemiłych Państwa.

To ona wybrała mojego męża za Pana i tuliła się do niego od razu, jak tylko wypuszczono nam gromadkę do oglądania.
Wracaliśmy do domu uszczęśliwieni, a ona chowała mi się w rękaw kurtki. W domu odzyskała pewność siebie i biegała po
dywanie, zahaczając nie obciętymi pazurkami o jego włoski. Strasznie śmiesznie reagowała, kiedy przewracała się na
skutek tego zahaczania. Po każdym śnie kładłam ją na szmatkę i pokazywałam gdzie ma robić siu-siu… Ludzie, ona pojęła
to w mig! Nigdzie się już w domu do końca życia nie załatwiła, tylko na tę szmatkę, którą ja prałam i suszyłam, aby
piesek bez stresu mógł robić sobie siu-siu. Była taka maleńka, nie była jeszcze zaszczepiona i musiała pozostawać w domu,
więc wiedziała już gdzie musi załatwiać swoje potrzeby.

Ale od małego nie bawiła się jak inne pieski. Nie ganiała, nie bawiła się długo z innymi psami, męczyła się szybko. Żaden
lekarz nie rozpoznał chorego serduszka.
Ziutka bała się wody… Nigdy nie pływała w rzece czy jeziorku, wycofywała się, gdy tylko zobaczyła większą wodę, ale do
kąpieli szła chętnie. Kiedy miała już cztery latka, pojawiły się objawy choroby serca, czyli duszenie się. Najpierw
myślałam, że coś połknęła i jej utkwiło w przełyku, ale lekarz powiedział: chore serce, bardzo duże, jak u starego
dużego psa. Biegałam po weterynarzach, po kardiologach psich, leczylismy ją, ale ciągle słyszeliśmy to samo: nie da się
przeszczepić psu serca. Poważna wada wrodzona, niezauważona zrobła z jej serca wrak…

Walczyliśmy jeszcze cztery lata, raz było lepiej,raz gorzej, ale ostatnie miesiące były tragiczne, bo leki przestawały
działać, mimo że lekarze dobierali różne leki. Ostatnie dni, upały, zaduszały ją, po kilka razy dziennie bywałam u
lekarza. Dostawała leki na rozszerzenie oskrzeli, na wodę, która gromadziła się w płucach… Nie pomagało. Do dziś dnia
zadaję sobie pytanie, czy nie zaniedbałam niczego, czy można było jeszcze poczekac, choć w jej oczach widziałam
cierpienie. Oddychała już samą przeponą, nie klatką piersiową, kasłała coraz częściej, błagała wzrokiem o pomoc… A ja co?

Po rozmowie z lekarzem, który powiedział, że nie da się już nic zrobić podpisałam na nią wyrok. W tym dniu byłam u
lekarza po zastrzyk z eufiliny, nie pomagał. Ja byłam w rozpaczy, nie chciałam aby się udusiła… A najgorsze jest to,
że ona czuła… Nie odwracała się do nas, gdy ją wołaliśmy po imieniu. Usiadła do nas tyłem i tak podnosiła główkę do
góry, jakby tam mogła złapać więcej powietrza… Nie reagowała na moje słowa do niej, myślę że wiedziała o czym
rozmawiałam z doktorem.

Pojechał z nią mój mąż, ja mam słabe serce, ale mąż powiedział, żebym została w domu/bał się o mnie/. Ja, głupia, nie
pojechałam, zostałam. Przed tym pogłaskałam i pocałowałam Ziutę, powiedziałam jej, że ją kocham, moją cudną, mądrą
jamniczkę. A teraz umieram z tęśknoty i bólu.

10 lipca 2009 godzina 23… Dostała narkozę, mąż ją głaskał, usnęła i… Serce mi pękło, życie straciło barwy, kolory,
światło, dla mnie. Po prostu szaleję z rozpaczy, mam tyle pytań bez odpowiedzi, mam tyle wątpliwości. Serce rozdarło mi
się na strzępy, a najgorsze, że już nie mogę płakać przy znajomych, rodzinie, bo oni już nie płaczą… Moja rozpacz jest
już chyba dla nich dziwna… Co do męża… on też przeżył najgorszą z możliwych chwil, bo kochał Ziutkę, przytulał… Ale
dla niego już ten czas minął, życie toczy się dalej. DLA MNIE ZAŚSTOI W MIEJSCU!

Nie potrafię żyć bez mojej kochanej Ziuty.
Wybacz mi najukochańsza Ziuteczko, mój DUTKU kochany, wybacz
Czekaj na mnie za Tęczowym mostem,ja przyjdę… jeszcze troszkę

A kiedy będziesz wędrowała za Tęczowym Mostem
już taka lekka, zwinna, pełna zdrowia
Niech zapach rąk mych towarzyszy Tobie
i głaskać będę Cię jak kiedyś Cię głaskałam
I na serdeczny palec owinę Twe brązowe ucho
i szepnę, że Cię ciągle kocham
A Ty na moich stopach się umościsz
i będzie wreszcie czas, gdzie tylko my ze sobą obie
Bo niemożliwe, by zabrakło Ciebie w niebie
tam, gdzie nic nie boli, gdzie Skrzydłak(*) – Anioł
prowadzi Cię przez łąki
A kiedy noce trudne przyjdą dla mnie
do moich snów Suniu się przytul
jak wtedy, kiedy byłaś przy mnie tu na ziemi.

Augustów, 16.07.2009 r.

(*) Skrzydłak – Anioł opiekujący się zwierzętami za Tęczowym Mostem z książki Katarzyny Ryrych

Wspominam ostatnie dni Ziutki… Są bolesne
Zarzucam sobie winę, mam wątpliwości. Jestem nieutulona w żalu, smutku i boleści

Pamiętam też dzień, w którym lekarz powiedział mi, że przyjdzie moment w którym leki nasercowe przestaną działać. To moje
najgorsze wspomnienie. O samej mojej jamniczce, Ziutce, narazie nie mogę mówić, pisać.

Kochałam ją podwójnie, bo przyszła do mojego domu po stracie pierwszego w naszym domu pieska /też jamniczki Zuzi/.
Pokochaliśmy ją za tamtą i za nią samą, bo wypełniła nam stratę tamtej pierwszej, równie kochanej psinki. Ale Ziuta była
bardzo chora,na serce i odeszła…

Ja po prostu nie nadaję się do niczego, moje życie traci kolor, brązowy kolor, bo taka była.

„Dokąd idą psy, gdy odchodzą?
No, bo jeśli nie idą do nieba
To przepraszam Cię, Panie Boże
Mnie tam także iść nie potrzeba
Ja poproszę na inny przystanek
Tam gdzie merda stado ogonów
Zrezygnuję z anielskich chórów
Tudzież innych nagród nieboskłonu
W moim niebie będą miękkie sierści
Nosy, łapy, ogony i kły
W moim niebie będę znowu głaskać
Moje wszystkie pożegnane psy”

nie wiem czyj to wiersz, ktoś mi przesłał, ale ja dedykuję go wszystkim pieskom, które odeszły

Moja droga,kochana koleżaneczko,przyjaciółko moja,/tak do niej mówiłam…/

Od dnia Twojej śmierci, minęło niewiele czasu dla kogoś innego,
ale dla mnie to wieki całe!
Nie ma Cię w domu niecały miesiąc
a mnie się wydaje jakby lata minęły…
nie powitasz mnie już gdy wracam z miasta
nie włożysz już swojego wszędobylskiego noska
do siatki pełnej zakupów
Noszę w torbie, Twoją ulubioną kaczuszkę,
którą nie tak dawno,bawiłyśmy się jeszcze razem.
Nie przytulę się do Ciebie
do Twojego miękkiego futerka
pachnącego naszym domem.
Nie pojedziemy na działkę, gdzie lubiłaś sobie poleżeć w cieniu.
Tak mi Cię brak…
Wiem, że nie chciałabyś abym płakała
zawsze lizałaś moje łzy, gdy było mi smutno
przynosiłaś piłeczkę, aby mnie pocieszyć
i noskiem pchałaś w moją stronę.

Wiem, że nadejdzie taki dzień
gdy zjawi się u mnie nowy jamniczek
Wiem…
to nie będziesz TY
ale moje serce, pokocha JĄ,
taką samą miłością
jak Ciebie

I dam takie samo serce,jak Tobie dawałam
taką samą troskę,jak Tobie
Łóżeczko u siebie w pokoju
i miejsce w swoim łóżku
wodę zawsze świeżą i miseczkę z jedzeniem
zabawki,kocyki
spacery…
Wiem, że i TY pokochasz to maleństwo,
bo wiesz że, pańcia będzie szczęśliwa,zadowolona
i nie będzie już płakać.

kocham Cię Dłuteczku


Moja najsłodsza Ziuteczko, Dutku mój kochany

Donoszę Ci,że jest u nas nowy jamniczek. Mała suczka w kolorze jasny brąz. Ma na imię JAĆKA, jest jeszcze małym
szczeniaczkiem i jeszcze niewiele rozumie, ale daje nam nadzieję na radość. Śpi w Twoim pokoju, ale już w innym miejscu.
Zasypia,naturalnie ze mną. Jest śmieszna i zabawna,pewno byś ją polubiła… Bejbi/Zuzia/pewno też…

Jednakże brakuje mi Ciebie calutki ten czas, porównuję zachowania Jaćki do tego jak to Ty byś się zachowała lub co byś
zrobiła… Wiem, że tak nie można, bo można skrzywdzić malutką… Ona ma inną osobowość, bo każda z WAS, moje cudne
jamniczki, to indywidualistki.

Co ja zrobię, że tak pokochałam tę Waszą rasę, choć inne pieski i inne zwierzęta kocham bardzo. Moje kochane dziewczynki,
bardzo Was kocham i nie zapomnę. Przyszłam na cmentarzyk, aby Was odwiedzić i powiedzieć o nowym domowniku. Zapalam Wam
płomyczek światełka, płynący z mojego serca. Płomyczki miłości posyłam także innym zwierzętom…

Aldona Przepiórka ( ziutka1410@o2.pl )

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.