Maksio

Maksio

6 kwiecień 2004 – 7 luty 2007

Maksia mam od Wielkanocy. Wzięłam go, gdy miał roczek. Na początku nie
odstępowałam go na krok. Codziennie chodziliśmy na spacery na smyczce,
biegaliśmy po łące. Z czasem, gdy poszłam do nowej szkoły miałam więcej
obowiązków, a dla maluszka coraz mniej czasu. Później trochę go
zaniedbywałam, ale zawsze starałam mu się to wynagrodzić. Maksio uwielbiał
być głaskanym po pyszczku i między uszkami. Bardzo lubił też wyjazdy na łono
natury, gdzie mógł swobodnie pobiegać po świeżej zielonej trawce i pożywić
się mleczami. Lubił także bawić się maskotkami i przeglądać w lusterku :)
Kochał wręcz być przytulanym. Bardzo się do królisia przywiązałam. To on
zawsze miał czas mnie wysłuchać, wtulał się, gdy miałam gorszy dzień, a gdy
płakałam zlizywał łezki z policzków. Bałam się spojrzeć dalej w przyszłość,
jak wyglądałoby moje życie bez niego. Nie spodziewałam się, że tak szybko
będziemy musieli się rozstać…

Ten dzień okazał się najgorszym. Wstałam rano
i Maksio leżał z główką dziwnie przechyloną. Myślałam, że może się uderzył,
ale on nie wstawał, nie dał rady się ruszyć. Poczekałam do następnego dnia.
Główeczka była przekręcona jeszcze mocniej. Słowa weterynarza brzmiały jak
wyrok – zapalenie opon mózgowych (zaraźliwe dla człowieka), minimalne
szanse na przeżycie… Zaczęła się czterodniowa walka o życie. Codzienne
zastrzyki, a stan zdrowia pogarszał się z minuty na minutę. Wczoraj 6 lutego
w dniu moich imienin Maksio przestał reagować na słowa. Leżał z
przymrużonymi oczkami u mnie na rękach. Czułam tylko tupotanie jego
maleńkiego serduszka. Trzymałam go za łapkę. Bałam się ale wiedziałam, że
nie mogę się poddać i miałam nadzieję. Następnego dnia, po powrocie ze
szkoły Maksio leżał… ciężko sapał i drżał, oczko wypływało mu. Pobiegłam z
płaczem do weterynarza. Zabrano mi nadzieję. Nic nie dało się już zrobić.
Mogłam czekać na naturalną śmierć lub ulżyć w cierpieniu i uśpić. Wybrałam
to drugie. Pamiętam jeszcze jak go kładłam na stół, nawet się nie wyrywał.
Leżał spokojnie i patrzył wiernie swoimi ślicznymi czarnymi oczkami na mnie.
Serce mi kłuło z żalu, przepełniłam się goryczą…przytuliłam go ostatni raz
i uciekłam. Biegłam przed siebie…

Trzy noce czuwałam nad nim. Czekałam na
cud, którego nie było. Kocham go i bardzo tęsknię. Wierzę, że znalazł się za
tęczowym mostem, skąd patrzy na mnie i jest mu tam dobrze. Czekam aż znów
się zobaczymy i będziemy razem.

‚The most lonliest day of my life…And If
You go I wanna go with You, And If You die I wanna die with You.’

Dorota (gangstasprincess@vp.pl)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.