Latek

Łatek

Łatek był królikiem. Dostałam go na swoje urodziny od rodziców. Gdy go zobaczyłam po raz pierwszy w sklepie wiedziałam, że to go wybiorę. Gdy przyjechał do domu był dziki, ale po paru dniach się oswoił. Nie mogę powiedzieć o nim, że był grzeczny, bo tak nie było. W nocy nie dawał spać. Ale teraz tęsknię za tym przeszkadzaniem. Latem w sierpniu był sam na działce w klatce, codziennie ktoś do niego przyjeżdżał i dawał mu jedzenie, wodę i się z nim bawił. W dzień przed jego śmiercią, w sobotę czułam, że muszę go zabrać do domu. W niedzielę przyjechałam na działkę z rodzicami i koleżanką mamy. Łatek siedział w klatce, prawie w ogóle się nie ruszał, wypił bardzo mało wody i prawie nic nie zjadł. Gdy go dotknęłam był twardy. Mama powiedziała, że ma zatwardzenie, więc położyłam go na ściereczce, na trawie na zewnątrz. Zaparzyłam mu szałwi do picia. Masowałam go po brzuszku, żeby mógł się załatwić. Łatek stał się żywszy i więcej razy się ruszał. Sądziłam, że już lepiej. Lecz po chwili wzięłam go na kolana i koleżanka mamy mówiła, że czuje się coraz gorzej. Miała rację. Leżał bezwładnie na moich kolanach, głowkę miał opartą na moich nogach. Miał łzy w oczach. Natychmiast pojechałam z tatą do weterynarza. W drodze do samochodu Łatek raz głośnio zapiszczał. Wiedziałam, że cierpi. Gdy jechałam z tatą do lecznicy całodobowej leżał na moich kolanach, tak jak na działce. Patrzałam co chwilę, czy oddycha. Pamiętam, że raz wyciągnął sztywno przednie łapki i mocno odchylił główkę do tyłu. Czułam, że to z bólu. W lecznicy weterynarz go osłuchał i powiedział, że się czymś zatruł. Podłączył go do kroplówki, ale po chwili zdecydował, że go uśpi, ponieważ już za późnio, że on się meczy. Byłam z nim do końca. Okazało się, że najprawdopodobniej zatruł się środkiem przeciw mrówkom, który był wysypany na trawę, którą zjadł. Mama zaproponowała mi, że możemy kupić królika podobnego do Łatka. Myślę, że chyba się zgodzę. W ten sam dzień śmierci Łatka nie mogłam zasnąć. Na noc zostawiłam drzwi otwarte, ponieważ czułam się samotna. Sądze, że ten drugi drugi królik choć trochę zaspokoi tą samotność. Ale on nie zastąpi mi Łatka, nigdy. Jednak mam nadzieję, że kiedy będę na niego patrzała, to zawsze choć maleńka cząstka Łatka będzie w moim domu.

Magdalena Pietrzyk, lat 13 ( prawie 13, bo Łatka kupiłam 10 grudnia 2005 roku,
a 24 sierpnia 2008 roku zmarł, ale nie w samotności, poczekał na mnie…)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.