Maksiu

Max, Maksiu, Maksik, Maksiulek, Maksiczek, Maksieńki, Mańcik…moje syjamskie kudłate czekoladowe szczęście. Pojawił się w moim życiu dość nieoczekiwanie 10 lat temu i całkowicie zwładnął moim sercem, chociaż nie od początku. Gdy się poznaliśmy miał już 9 m-cy i traumę niezbyt szczęśliwego dzieciństwa u pana, który nie miał dla niego czasu i wiecznie go komuś podrzucał „na przechowanie”. Na mój widok nastroszył się bardzo, zwiększył objętość futerka i fuknął ostrzegawczo. Nie było to miłe powitanie, ale cóż…słowo się rzekło…
Pamietam pierwszą noc, kiedy ze strachu przed jego pazurkami zamknęłam się w pokoju, a on uparcie drapał w drzwi dopraszając się miejsca w moim łóżku. Wreszcie odważyłam się go wpuścić i tak już został, wtulony w ciepłą kołderkę i moje nogi. Wybredny w jedzonku, szalejący za kocimi kiełbaskami, czasem obrażalski i zawsze dopraszający się uwagi głośnym miauczeniem… Bezczelnie zawłaszczył sobie moje kolana, a gdy zapominałam, dopraszał się o głaskanie podsuwając łepek pod moją dłoń i mrucząc rozkosznie.
I pierwszy zgrzyt, gdy w domu pojawił się nowy lokator- szczeniaczek. Zestresowany Maksiu nie jadł przez tydzień. Ale powoli przekonywał się do nowego członka rodziny. Potem już wielokrotnie zasypiali razem w fotelu, wtuleni w siebie kudłatymi pleckami.
I tak minęło 10 lat . Nagle Maksik stracił apetyt- poczatkowo nie zwróciłam na to uwagi, czasem wybredny „obrażał się ” na miskę nowej karmy. Ale zaczął bardzo chudnąć…chował się po kątach. Już nie wybiegał na spotkanie, gdy wracałam z pracy, nie rzucał się na mnie, gdy wyjmowałam ulubione smakołyki ze spiżarni. Wizyta u weterynarza, kilkugodzinne badania i diagnoza…guzy w piersiach, nieoperacyjne. Potem kroplówki, konsultacje u innych lekarzy, sterydy, karmienie na siłę specjalną odżywczą karmą. I wreszcie ten dzień, kiedy zrozumiałam, że nic z tego nie będzie, że mój Maksiulek cierpi, chociaż dzielny- nie płacze , nie jęczy, nie piszczy…po prostu powoli odchodzi w bólu.
Mój najukochańszy kudłaty przyjaciel odszedł 1 sierpnia 2014 roku, dokładnie o godzinie 17 . Spoczął w ogródku, przy tujkach, w cieniu których spędzał ostatnie dni swojego życia.
Mam nadzieję, że siedzi sobie teraz wygodnie na kolanach u mojego Taty i obaj na mnie czekają…
Do zobaczenia !!!

Agnieszka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *