Maciek

Maciek

~ sierpień 1999 – 16 stycznia 2002

Maciek wprowadził się do nas 21 sierpnia 1999 roku. Wtedy miał ok. 3 tygodni. Przez bardzo długi okres czasu był bardzo nieśmiały i bojażliwy… Kiedy już przestał chować się na widok wyciągniętej ręki, spacerował majestatycznie po podłodze, łóżku… Był bardzo spokojny, zupełnie nie przypominał typowych chomiczków syryjskich. Kiedyś nieopatrznie zostawiłam niedomknięte drzwiczki… Jakie było moje przerażenie, kiedy rano zauważyłam otwarte drzwiczki! Zaglądam do domku, a tam… Maciek śpi w najlepsze! Zupełnie nie zainteresowało Go uciekanie z klatki… Inną zabawną historią było obrażanie się Maciusia na mnie po każdorazowym sprzątaniu klatki. Kiedy powyrzucałam wszystkie śmiecie, włożyłam czystą ściółkę, jedzonko, Maciek siadał tyłem do mnie i siedział tak przez dłuższy czas! Każde jedzonko, którym chciałam Go udobruchać wrzucał do swojej ubikacji…

I tak pewnie jeszcze długo żylibyśmy sobie razem bardzo szczęśliwie, ale mniej więcej w październiku 2001 roku Maciuś zaczął tyć. Zmieniałam Mu ilość pożywienia, jego rodzaj… Nic nie pomagało… Poszliśmy do najlepszego weterynarza. Po krótkim badaniu, ku mojemu największemu przerażeniu, lekarz stwierdził torbiel na wątrobie… Uprzedzał nas, że wiek Maciusia i rodzaj schorzenia nie dają dużej szansy na wyleczenie. Ja jednak byłam zdecydowana na wszystko, jeżeli miałoby to tylko Mu pomóc… Lekarz jak najszybciej zaczął szukać jakiegoś wolnego chirurga (sam niestety nie mógł operować w najbliższym czasie) i umówił nas na operację Maciusia w najbliższy poniedziałek. Pojechaliśmy, po czym lekarka, która Go przyjęła stwierdziła, że mój maluszek może nie przeżyć narkozy, nie mówiąc o tak poważnym zabiegu, jak operacja na wątrobie. Bez operacji dawała Mu tydzień, miesiąc, pół roku… Nie dało się tego dokładnie określić. Zdecydowałam, że nie będziemy operować, że jeżeli będzie cierpiał, zabierzemy go do lekarza i uśpimy. Wróciliśmy do domu. Zaczęło się codzienne parokrotne sprawdzanie, czy oddycha, czy zjadł coś, czy nic Go nie boli… Maciuś jeszcze przez jakiś czas był bardzo chętny do zabawy, oczywiście adekwatnej do Jego stanu zdrowia. Potem nie biegał, jadł tylko swoje ulubione jedzonko (serki Danonki o smaku truskawkowym, słonecznik, żółtko na twardo). Pewnego dnia po przyjściu z pracy stwierdziłam, że Maciuś śpi… Torbiel prawdopodobnie pękła… Mimo, że przez kilkanaście lat miałam prawie przez przerwy chomiczki syryjskie, bardzo było mi ciężko tuż po Jego śmierci… Ale mam nadzieję, że czeka na mnie razem z ogromnym stadem wszystkich moich chomiczków- tam, po drugiej stronie…

Ewa i Tomek ( ewat7@poczta.onet.pl )

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.