Pysia



Pysia

czerwiec 1989r. – 01.11.2003r.

Kochana Pysiunieczko od Twojego odejścia minęły ponad dwa lata. A mnie wydaje się, jakby to wszystko wydarzyło się
wczoraj. Do dzisiaj nie mogę przyzwyczaić się do pustego, okropnie cichego domu. Do świadomości, że Ty już na mnie
nie czekasz, że nie będzie już wspólnych wakacji, że już nigdzie Cię ze sobą nie zabiorę. Wciąż wydaje mi się,
że kiedy otworzę drzwi zobaczę Twój merdający ogonek i to wierne spojrzenie, pełne miłości. Wiem jednak, że to
niemożliwe. Nie będę pisać o twojej ciężkiej chorobie i śmierci, bo były to najgorsze chwile mojego i Twojego życia
i nie chce o tym pamiętać. W mojej pamięci i sercu chcę natomiast zachować wszystkie piękne chwile, które razem
przeżyłyśmy.

Od zawsze marzyłam o piesku – przyjacielu, który byłby zawsze ze mną, któremu mogłabym powierzyć wszystkie swoje
tajemnice. Kiedy zobaczyłam Cię po raz pierwszy – malutkiego trzęsącego się szczeniaczka w koszyczku – pokochałam Cię
od pierwszego wejrzenia. Od tej chwili byłyśmy nierozłączne. Wszędzie zabierałam Cię ze sobą. Pocieszałaś mnie
kiedy byłam smutna, cieszyłaś się ze mną kiedy byłam szczęśliwa. Nigdy mnie nie zawiodłaś, nie skrzywdziłaś,
nie odwróciłaś się ode mnie. Dlatego nie mogę wybaczyć sobie tego, że się poddałam, że Cię zawiodłam. Wierzę jednak,
że kiedy się spotkamy wybaczysz mi.

Z czasu, jaki był nam dany zostało mi mnóstwo zdjęć. Kiedy je oglądam przypominam sobie wspólnie spędzane wakacje.
Widzę Twoją radość podczas pływania, tarzania się w piachu, biegania po lesie… Zwiedziłyśmy razem tyle miejsc.
Ty najbardziej lubiłaś wyjazdy nad morze. Dlatego zabierałam Cię tam co roku. Uwielbiałaś godzinami leżeć na plaży
pod parasolem i obserwować co dzieje się wokoło. Bardzo lubiłaś też pływać. Wchodziłaś do wody nawet jak było zimno.
Zawsze nie mogłaś doczekać się wyjazdu. Podczas pakowania bagaży pilnowałaś żeby o Tobie nie zapomnieć. W aucie byłaś
pierwsza. Uwielbiałaś te nasze długie jazdy samochodem. Siedziałaś zawsze na przednim siedzeniu. Podczas pobytu
pod namiotem goniłaś wszystkich wczasowiczów. Całe pole namiotowe traktowałaś jak swój teren. Gdybyśmy Cię na siłę
wieczorem nie zabierali do namiotu to siedziałabyś na dworze całą noc. Nawet jak bardzo padał deszcz to nie chciałaś
siedzieć pod tropikiem. Podczas wakacji zawierałaś też swoje wakacyjne psie znajomości. Zawsze jeździliśmy nad morze
i na mazury dlatego jak zachorowałaś bardzo chciałam zdążyć pokazać Ci góry. Udało się. Ostatnie wakacje spędziłyśmy
w Bieszczadach nad Soliną. Wyjazd ten był ucieczką od kolejnych wizyt u weterynarzy, badań, kłucia igłami.
W domu zostawiłyśmy ból, strach i świadomość zbliżającego się końca. Zachowywałaś się jakbyś była zdrowa.
Tak jak dawniej pływałaś, biegałaś po lesie, bawiłaś się i szczekałaś na wczasowiczów. Wtedy miałam nadzieję,
że wyjdziesz z tej choroby, ale po powrocie czułaś się coraz gorzej. To Bóg dał nam w prezencie te ostatnie
wspólne wakacje. Dał nam czas na oswojenie się i pogodzenie z Twoim odejściem. Dziękuję Mu za to, a przede wszystkim
za tę miłość i przyjaźń, która na zawsze pozostanie: „Bo to co najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”.
Wiem, że Jesteś ze swoją rodziną, szczęśliwa, zdrowa i że już nigdy nie będziesz cierpieć. Ta myśl jest dla mnie
pocieszeniem. Bo nie jest ważne co ja chce, lecz ważne jest to co dobre dla Ciebie. Czuję, że Jesteś obecna
w moim życiu, że patrzysz na mnie i mi pomagasz. Odeszłaś pierwszego listopada, w tak wyjątkowy dzień, tak jakbyś
chciała żeby nigdy o Tobie nie zapomnieć. O to możesz być pewna. Nikt nigdy nie zajmie Twojego miejsca w moim sercu.
Ja też proszę Cię żebyś o mnie nie zapomniała a przede wszystkim abyś mi wybaczyła. Tak jak ja kiedyś czekałam
na Ciebie tak teraz Ty zaczekaj na mnie. A kiedy już się spotkamy to nic nas nie rozdzieli.

Mojej jedynej prawdziwej przyjaciółce z wyrazami wielkiej miłości:

AGNIESZKA

P.S. Jest jeszcze ktoś kto chce ci coś przekazać

PYSIU, moja najlepsza i najukochańsza przyjaciółko, bardzo mi Ciebie brakuje i bardzo za Tobą tęsknię.
Mam nadzieję, że kiedy mój zegar będzie powoli przestawał bić i będzie zbliżał się mój koniec, wtedy wyjdziesz
po mnie i na zawsze będziemy razem Ty, Aga i Ja.

DAMIAN

PYSIUNIA mam nadzieję, że teraz stoisz na tęczowym moście i jesteś szczęśliwa. Bardzo nam ciebie brakuje.
Kocham Cię mocno.

ANITA

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.