Maksiu


Maksiu

25.06.1993 – 29.06.2008

Pierwszy raz zobaczyłam Go kiedy… hmmm… kiedy spadał ze schodów, bo był jeszcze za mały, żeby z nich schodzić samemu.
Taka mała brązowa kuleczka z oklapniętymi uszkami i pięknymi brązowymi oczkami. Zakochałam się od pierwszego wejrzenia.
Z każdym dniem kochaliśmy Go coraz mocniej. Stawał się ważnym ogniwem naszej rodzinki.
Nigdy nie był pomijany. Obchodziliśmy Jego urodzinki co roku, a nawet imieniny Maksymiliana.
Piękny, żywiołowy i bardzo inteligentny piesek nam się trafił. Nikt inny nie biegał na kota tak jak On… kręcił się w
kółko pod drzwiami balkonu i szczekał żeby Go wypuścić, aby mógł zrobić porządek :) Każde klaśnięcie było dla Niego
zaproszeniem na balkon w celu poszczekania :) Dwa słowa działały na niego najbardziej: „spacerek” i „Maksiu kota” :)
stawiał swoje wielkie uszka i patrzał wielkimi brązowymi oczkami. Poza tym prawdziwa przytulanka, spanie w łóżeczku z
rodzicami na poduszce, a jak miał za mało miejsca szedł od ściany i prostował łapki, żeby zrobić sobie go więcej.
Nigdy nie wyrządził nikomu żadnej krzywdy. Cierpiał, kiedy my cierpieliśmy i odwrotnie. Niejedną noc spędziłam w
łazience kiedy była burza. Słuchaliśmy radia i przytulaliśmy się mocno :) Wtedy czuł się bezpieczny, a ja szczęśliwa,
że mogę być przy Nim.

Maksiu był pięknym kundelkiem i żył z nami 15 lat. Odszedł dokładnie 4 dni po swoich urodzinkach. Na początku dostał
porażenia nerwowego, z którego udało Mu się wyjść. Później zaczął kaszleć i miał chrypkę. Lekarze robili wszystkie
badania i podobno było dobrze. Jednak minionej niedzieli udaliśmy się do lekarza, ponieważ Maksymilianek dusił się,
ślina ciekła mu z pyszczka. Podali leki i tlen, Maksiu pojechał z nami do domu i spał prawie cały dzień. Po przebudzeniu
było jeszcze gorzej. Pojechaliśmy do weterynarza, który po dokładnym prześwietleniu stwierdził wodę w płucach, chore
serduszko i zapowietrzony żołądek… Nie było wyjścia, musieliśmy podjąć najgorszą decyzję w naszym życiu. Maksiu
odszedł o 20:00 29.06.2008 na rękach mojego taty. Później ja wiozłam Go do domu owiniętego ręcznikiem, całując Jego
pyszczek. Maksiu został pochowany niedaleko naszego mieszkania i staramy się chodzić do Niego jak najczęściej i modlimy
się, żeby był szczęśliwy na tamtym świecie. Wiem, że ukoiliśmy Jego ból, ale chyba nigdy nie darujemy sobie tej decyzji
o odebraniu Mu życia… Był tak bezbronny i niczemu niewinny.

Kochany Maksiu!
Zawsze będziesz z nami, zawsze będziesz członkiem naszej rodziny.
Bardzo Cię kochamy i kiedyś wszyscy się jeszcze spotkamy?
Czekaj na nas i pamiętaj o dobrych i szczęśliwych chwilach z nami, my nigdy nie zapomnimy.

Mama, Tata, Marta ( matusia77@interia.pl )

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.