Astor

Astor

Zawsze chciałam mieć psa, ale w domu nie chcieli się na to zgodzić (mieliśmy koteczka, ale został zagryziony przez psa
znajomych, wszyscy to bardzo mocno przeżyli i orzekli, że już nigdy nie będzie zwierzaka w domu). Podczas nieobecności
domowników (wczasy) postanowiłam, że wezmę od koleżanki szczeniaczka (miał wtedy 2 miesiące). Bardzo się bałam reakcji
dziadków (a właściwie dziadka). Po powrocie z wczasów Astorek obszczekał ich w momencie jak wchodzili do domu. Dziadek
dał mi dwa tygodnie na znalezienie dla niego nowego domu. Babcia włożyła bardzo dużo wysiłku w przekonanie dziadka do
ciapka. Ale wtedy padł na mnie pierwszy cios: Astor złapał psi tyfus.

Walka była bardzo ciężka, gasł mi w oczach. Lekarz
podawał mu lekarstwa i kroplówki, żeby się całkowicie nie odwodnił. Codziennie jeżdziliśmy do weterynarza. Po trzech
tygodniach pierwszy raz udało mu się stanać na chwiejnych nogach. Trzeba go było bardzo namawiać do jedzenia, ale walka
się udała. Jedynym natępstwem tyfusu było to, że musiał wychodzić na dwór co 3-4 godziny (w nocy nie wytrzymywał).

Był
fantastycznym przyjacielem. Razem jeździliśmy ma urlopy, które były jemu podporządkowane (kiedyś nie wszędzie chcieli
przyjmować turystów z psami). Gdy miał 13 lat Pani doktor stwierdziła u Astka nowotwór. Uznała, że nie nadaje się on do
operacji (guz przy odbycie był wielkości moreli). Powiedziała, że teraz to on żyje już na kredyt. Udało mu się dożyć do
swoich 16 urodzin.

Jego śmierć była dla mnie strasznym przeżyciem, do ostatniej chwili chciałam GO ratować, ale to było
już nie możliwe. W ostatniej drodze towarzyszył mu jego przyjaciel kot Ryś, który podszedł i polizał konającego ASTORKA
po pysku (nigdy wcześniej tego nie robił, zawsze pokazywał kto w domu jest numer jeden). Po wyjściu od weterynarza
pojechałam 100 kilometrów na działkę, aby go pochować. Bardzo cierpiałam, ale także zdawałam sobie sprawę, że to on mi
pokazał kiedy jest ten odpowiedni moment aby odejść.

Nigdy go nie zapomnę! Na półce stoi jego zdjęcie. Choć mam obecnie
psa, to nigdy nie zapomnę ASTORA- jego wiernego spojrzenia, mokrego jęzora i pięknie merdającego ogonka. Psa o wielkim
sercu, mojego najwierniejszego przyjaciela.

Beata

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.