Srebrna Kotka

Srebrna Kotka

To nie było moje zwierzę… Ta śliczna, nietypowo umaszczona kotka trafiła do mojego życia tylko na chwilę, tylko po to, by wkrótce pożegnać się ze swoim… Jednak w jakiś dziwny sposób stała się dla mnie bardzo ważna i jestem pewna, że nigdy jej nie zapomnę. Stała się dla mnie synonimem kociej ufności, godności, a także ludzkiego okrucieństwa…

Pewnego dnia zadzwonił do mnie mój brat. Roztrzęsionym głosem powiedział, że znalazł na swoim ogródku okaleczoną kotkę i czy mogłabym przyjść, bo boi się ją ruszyć, żeby nie sprawić jej bólu. Spodziewałam się zobaczyć zwierzę potrącone przez samochód, zaplątane w siatkę, pogryzione przez psa… Na taki widok jaki zastałam nie byłam przygotowana- po prostu ktoś tej kotce obciął tylne łapki… I wyrzucił, pozwalając by umierała powoli wykrwawiając się gdzieś w krzakach. Ale w tym małym zwierzątku była taka wielka wola życia, że mimo takich obrażeń ono walczyło i to od dosyć dawna, sądząc z wyglądu ran… Z początku nie dopuszczałam do siebie myśli że ktoś mógł to zrobić specjalnie… Oczywiście od razu zanieśliśmy kotkę do lekarza, wspaniałego człowieka kochającego zwierzęta. Ten tylko zacisnął pięści na jej widok. Szokujące było to, że ta kotka przez cały czas była bardzo spokojna- głaskana nadstawiała łepek i mruczała. Gdy zabierałam od niej rękę, od razu próbowała wydostać się z mojej kurtki, gdy dawałam
jej rękę z powrotem, tylko się do niej tuliła… Weterynarz spytał się gdzie ją znaleźliśmy, a gdy usłyszał, że na ogródkach, to z miejsca się spytał czy tam ktoś nie hoduje gołębi… Bo oni często wręcz nienawidzą kotów, do tego stopnia że nie wystarcza im zabicie kota…

Teraz wiem, że to prawda… Na ogródkach u mojego brata od dawna nie było kotów. Jednak nikt się nad tym specjalnie nie zastanawiał. Ale faktycznie, zaczęło się to w momencie, gdy pewien facet założył sobie hodowlę gołębi, a powszechnie było wiadomo, że nie nawidzi kotów… I w szybkim czasie wszystkie zniknęły. Jednak nikt go na niczym nie nakrył… Dziwnym trafem po tej całej historii, gdy stała się głośna i faceta postraszono zakazem trzymania gołębi, nagle populacja kotów zaczęła się zwiększać… Niestety, Srebrna Kotka miała pecha… Bo to ona poniosła ta ofiarę, a nie jakiś doświadczony kot, kilkuletni, który by zdążył już poznać świat. Była to młoda, ok. 7 miesięczna, śliczna i ufna kotka… Dopiero po podaniu jej narkozy i dokładnym badaniu okazało się, że lekarz miał rację z tym świadomym okaleczeniem…
Weterynarz się spytał czy ma ją uśpić czy ratować. Myślę, że było to pytanie pro forma… Kot bez dwóch tylnych łapek? W dodatku z taką infekcją? Bez wahania zdecydowaliśmy się skrócić jej cierpienia, choć serca nam krwawiły…

Kicia została pochowana na ogródku mojego brata, obok innych naszych zwierząt. Nie mam jej zdjęcia, po kotce pozostało tylko nasze wspomnienie… Wiem, że to był czyjś kot. Mimo iż młodziutka, była dobrze odżywiona, zadbana, ufna. W dodatku niezwykłej wręcz urody. Tuż obok ogródków jest osiedle domków jednorodzinnych. Widocznie jej właściciele sądzili, iż mieszkając na uboczu, z dala od ruchliwej ulicy mogą ją bezpiecznie wypuszczać… Niestety, nić życia tej kotki nie została przecięta przez samochód… W pierwszym momencie miałam ochotę odnaleźć właściciela i powiedzieć mu, że nie ma co czekać na powrót swojej kotki, ale pomyślałam, że lepiej dla niego by tego nie wiedział. Bo jakżebym mogła ukryć okoliczności w jakich to się stało? A tak ten ktoś zachował w myślach wspomnienie zdrowej, ślicznej kotki, którą może ktoś ukradł, bo taka była piękna… I która być może mieszka sobie w jakimś dużym domu,
mając kochającą ludzką rodzinę…

Agnieszka Maciejak ( aga@zwierzeta.w.pl )

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.