Misiek



Misiek (Rudy)

kwiecień 1994 – 16 listopada 2010

Rudy pojawił się w naszym domu w czerwcu 1994 roku, krótko po odejściu Kuby. Kuba „zapukał” do naszych drzwi na początku
2000 roku, miał około półtora roku, był czarnym dostojnym dużym kotem o lśniącej średniej długości sierści, aczkolwiek był
stuprocentowym dachowcem, odszedł po zatruciu się drapaniem pnia difenbafii. Zatrucie było tak silne, iż nie było ratunku.
Wykonaliśmy wszystko, a nawet więcej jak stwierdził weterynarz z AW (obecnie UP). Kuba odszedł po czterech latach
wspólnego pobytu, tolerancji i wielkiej przyjaźni.

Kolor futra Rudego zlewał się z parkietem, szybko rósł, a swoją zabawą i psotami dawał nam dużo radości. Był zdrowym i
wspaniałym Kocurkiem. Witał każdego domownika kładąc się na brzuszku i mruczał, każdy musiał pogłaskać i przytulić, a
Misiek każdego całował w policzek. Psocił i bawił się, okazywał wdzięczność domagając się głaskania. Był naszym
przyjacielem, domagał się codziennego spaceru wokół bloku, a na spacerze zachowywał się jak „pan na włościach”, unosząc
swój ogon, a miał naprawdę duży i puszysty. Na spacerze nie opuścił żadnego drzewa nie wdrapując się na niego. Siedząc
na drzewie wyglądał jak mały tygrysek. I tak było przez 16 i pół roku, do chwili schudnięcia, kiedy okazało się, iż jest
bardzo ciężko chory na nerki. Pomimo maksymalnej opieki medycznej i naszej Misiek powoli zaczął odchodzić. Coraz mniej
jadł i pił. Leki które otrzymywał już nie działały, walczyliśmy o jego każdy dzień, żeby był z nami. Zastrzyki i
kroplówki na UP (laboratorium), jak i w domu, tylko o dwa tygodnie przedłużyły pobyt z nami. Jeszcze ostatniego wieczoru
tak pięknie mruczał, to była wręcz „serenada”, która aż nas wprawiła w zdumienie? Następnego dnia stan się pogorszył,
Misiu „płakał”, było widać jak bardzo cierpi i chce odejść, wówczas zrozumieliśmy jego „wieczorną pieśń”. To był ostatni
dzień naszego wspólnego pobytu i walki. W dniu tym 16 listopada z wielkim żalem i bólem w sercach pożegnaliśmy się z
Misiem-Rudaczkiem, o godz. 11.45 otrzymał „złoty strzał”, zgasł na naszych oczach i rękach.

Bardzo za nim tęsknimy, pozostawił w naszych sercach ogromny ból, żal i niezapomniane wspomnienia. I nadejdzie ten dzień,
kiedy znów się spotkamy, będziemy cieszyć się swoim towarzystwem. Teraz odpoczywa za Tęczowym Mostem, poznał tam wielu
nowych przyjaciół. Misiu, nasz Rudaczku, będziemy o Tobie pamiętać i tęsknić za Tobą.

Monika – Arek – Anna i Jan z Wrocławia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.