Fuks

avatar-1

Nazywam się Emanuela, jestem wolontariuszką w schronisku dla bezdomnych zwierząt w Świnoujściu. W czwartek 12 czerwca 2014 (zapamiętam ten dzień chyba na całe życie) gdy przyszłam do schroniska na recepcji stał transporter dla kotów, jak zawsze zaciekawiłam się nowym członkiem schroniskowej rodziny i okazał się nim maleńki kilkudniowy kotek. Było mi go bardzo szkoda, bo kotek był znaleziony sam na jakimś parkingu myślę że to był wkład człowieka, bo kocie mamy nie wyrzucają tak na ulicę swoich młodych. A na dodatek nasza schroniskowa karmiąca kotka odrzuciła maleństwo. Postanowiłam w tajemnicy przed domownikami (moją babcią) wziąć Go (jak się potem okazało) do domu. bez chwili zastanowienia spakowałam kotka wraz z pracownikami schroniska i popędziłam do domu, gdzie na maluszka czekał kocyk, nieużywany transporterek i dużo miłości. Kotek po mimo osłabienia trzymał się i mogło się wydawać, ze nawet jest z nim coraz lepiej. Niestety sielanka zakończyła się w niedziele 15 czerwca 2014. W nocy kotek nie za dużo zjadł, a rano już przelewał mi się przez ręce. Naiwnie pobiegłam do weterynarza ale okazało się, ze już w drodze mała duszyczka od nas odeszła. Serce mi pęka i płaczę w każdej samotnej chwili. Zapalam mu świeczki w lasku za miastem gdzie jest pochowany. Nie mogę nawet napisać tego żeby teraz nie płakać. Mam wielką nadzieję że Fuks (Miał fuksem zostać odratowany i przeze mnie odkarmiony a fuksem dlatego że moja babcia nie wiedziała o jego obecności w domu ale tylko przez jeden dzień potem go znalazła i zaakceptowała) trafi na tęczowy most i będzie tam szczęśliwy. Kotek zmarł mając może tydzień nie więcej .
Zostały mi po nim przecudne wspomnienia kilku dni oraz 2 zdjęcia, które zrobiłam po przywiezieniu Fuksa do domu.
Maluszku byłeś za młody by od nas odchodzić, tak bardzo nam Ciebie brakuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *