Lunka

Lunka

Lunka Pojawiła się w moim życiu sierpniu 1998 roku, taki maleńki rozkoszny kociaczek. Była taka maleńka i przestraszona, że przez 2 tygodnie zabierałam ją ze sobą do pracy do czasu, aż przywyknie do nowego domku. Od pierwszego dnia wiadomo było gdzie będzie spała, od razu wskrobała się na łóżko i wymościła sobie „gniazdko” na poduszce obok mojej twarzy. Była prześlicznym słodziutkim łobuziakiem. Kochała chować się w kartonowych pudełkach i w plastikowych. Wszędzie ze mną podróżowała samochodem, pociągiem, musiałam mieć ją zawsze przy sobie. Kochała ludzi a ludzie kochali ją.. W sierpniu 2010 roku dowiedziałam się, że mój Skarb ma raka i to jednego z najgorszych.. Kochana Pani Weterynarz delikatnie dała mi do zrozumienia ze po operacji może wszytko szybko powrócić i przy tym rodzaju nowotworu zwierzątka nie żyją długo 3-4 miesiące…. ale moje wspaniała Lunka okazała się kociaczkiem prawie niezniszczalnym, niestety w maju okazało się że ma cukrzycę i od tego czasu musiała dostawać insulinę, co nie miało większego wpływu na jej żywotność pomimo 12 lat swojego życia dalej szalała jak mały kociaczek, Niestety cukrzyca osłąbiła jej organizm i pojawiły się przeżuty rok po pierwszej operacji musiała być znowu operowana i jak zwykle się udało . Niestety w tym przypadku choroba zaczęła bardzo szybko postępować i 2 miesiące po operacji znowu pojawiły się guzy już tak się nie bawiła była troszkę smutniejsza ale przy mnie cały czas mruczała i przytulała swój pyszczek i ciałko do mnie,i znowu miała mieć je wycięte …jeszcze do 5 grudnia tliła się nadzieja ze będzie dobrze ze uda się ją uratować.. ale badania a w szczególności USG odkryły straszną prawdę… rak zaatakował większość organów, była już osłabiona, rano 8 grudnia w jej moczu pojawił się krew.. wtedy wiedziałam, że muszę zrobić to czego bałam się najbardziej (jak zachorowała obiecałam jej i sobie, że nigdy w życiu nie pozwolę jej cierpieć, jak zacznie być bardzo źle i nie będzie najmniejszej nadziei pozwolę jej odejść). Wieczorem poszłam do Pani Kasi cudownej Pani weterynarz, która prze 1,5 walczyła o jej , życie… i 8 grudnia 2011 roku o 20:15 moje najukochańsze kociątko odeszło w moich ramionach. Przeżyła ze mną 12,5 roku tak gdzie nic jej nie będzie boleć nie będzie musiała cierpieć… przekroczyła Tęczowy most i będzie tam na mnie czekać..
Nie potrafię wyobrazić sobie życia bez niej, strasznie za nią tęsknie, ból który czuje po jej stracie jest nie do ukojenia.. minął dopiero dzień od jej odejścia a moje serce pęka z bólu…
Lukna zawsze będę Cie kochać, tęsnić i nigdy nie zapomnę o Tobie… spotkamy się po drugiej stronie i już nigdy się nie rozstaniemy…

Kocham Cię najbardziej na świecie!!!!!”

Marzena ( satrina2@o2.pl )

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.